środa, 10 sierpnia 2011

Pokolenie

Wczoraj, po rozmowie z babcią, naszła mnie pewna refleksja.
Rozmawiałyśmy o moim dziadku i o tym, że ludzie z jego pokolenia byli zupełnie inni niż Ci z pokolenia mojej mamy, bądź z mojego. Niby nic odkrywczego, ale zaczęłam zauważać pewną prawidłowość.
Im nowsze pokolenie, tym mniej wartościowe. Niestety, ale taka jest prawda. 
Kiedyś wychowanie było zupełnie inne - bo świat był inny. Wartości liczyły się wtedy o wiele bardziej. Ostatnie wydarzenia w moim życiu przekonały mnie, że dla niektórych przyjaźń, miłość, zaufanie do drugiego człowieka nic nie znaczą. Liczy się tylko własny egoizm i budowanie własnego szczęścia na czyimś nieszczęściu.
Moja babcia zaryzykowała tezę, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń, a jeśli jest, to tylko w młodości. Nie mogę się z tym zgodzić, jak również z tym, że nie można ufać ludziom. Jasne, że najbezpieczniej ufać samemu sobie, ale jak można żyć w społeczeństwie i nikomu nie ufać? Tak się nie da żyć. Ale wiadomo, że należy lepiej dobierać sobie przyjaciół i nie ufać bezgranicznie...
Przykro patrzeć na to, jak dorasta dzisiejsza młodzież. Już moje pokolenie jest "zepsute" dzisiejszym światem, a co dopiero kolejne generacje.. Dziś liczy się "mieć" a nie "być"; "To mi ma być dobrze, a reszta się nie liczy". 
Nie wiem jak się uchowałam w dzisiejszym świecie. Czuję, że tu nie pasuję. Powinnam była urodzić się w innej epoce. Wiele rzeczy, których nigdy bym nie zrobiła drugiemu człowiekowi, bo nie pozwala mi na to moja moralność i poczucie przyzwoitości spotyka właśnie mnie. Zawsze starałam się traktować innych tak, jak sama chciałabym być przez nich traktowana. Niestety, to nie działa w ten sposób. Działa za to w inny - ludzie często to wykorzystują... Czy ufać ludziom w dzisiejszych czasach to naiwność?